Filipiny Dive Tour


   Podporządkowałem swoje życie temu co kocham, nurkowaniu oraz podróżowaniu. Nigdy nie przypuszczałem że aż tak wiele będzie mnie kosztować moja pasja, wiele razy zastanawiałem się nad tym czy nie zerwać z moim nałogiem i wrócić do szarego codziennego życia ? Okazało się inaczej wybrałem to co silniejsze.
Pochylam się nad moim laptopem patrząc na gogle maps, kreślę na kartce papieru plan, którego głównym zamierzeniem jest pokazanie moim przyjaciołom jak wygląda raj na krańcu świata.
    Spotykam się z przyjaciółmi przedstawiam mój plan wszyscy z niedowierzaniem patrzą na mnie jak na zakręconego wariata, ja zaś na ich twarzach widzę zdenerwowanie oraz lęk, sami chyba do końca nie zdają sobie sprawy że może być aż tak pięknie.

 

 

 



 

    Jestem, po kilkunastu godzinach lotu lądujemy w Cebu w potężnej zatłoczonej filipińskiej aglomeracji, zatłoczone azjatyckie ulice w których każdy przybywający tu szuka odrobiny cienia przed prażącym 40 stopniowym upałem, wsiadam do wynajętej filipińskiej taksówki i rozpoczynam moją kolejną podróż po Filipinach. Wraz z grupą przemieszczam się na wyspę Panglao. Stopniowo staram się dawkować emocje moim towarzyszom, nie wszystko na raz, powoli zgodnie z planem, docieramy do jedynego polskiego resortu na Filipinach prowadzonego przez Piotra Chylińskiego w którym po zakwaterowaniu pokazuję najbliższe okolice wyspy, pierwszy dzień pobytu na Filipinach kończymy wspólną kolacją w Filipińskim stylu.

    Kolejny dzień spędzamy na plaży świętując wraz z naszymi dziewczynami Dzień Kobiet.
Po ochłonięciu z pierwszych wrażeń nadszedł pierwszy oczekiwany dzień nurkowy, każdy marzył by zanurzyć się w czystych wodach i odetchnąć troszkę od prażącego tutaj słońca. Rankiem ładujemy się na podstawione pickupy którymi przemieszczamy do Szwajcarskiego divecentrum z którym wypływamy na pierwsze nurkowania. Reszta grupy ta nie nurkująca spędza czas na zwiedzaniu okolicy oraz na zażywaniu słonecznych kąpieli.

 

   Go diving, dopływamy do malutkiej wyspy Balicasag otoczonej przepiękną rafą, pięknymi koralowymi ogrodami oraz spadającymi na głębokość kilkudziesięciu metrów stromymi ścianami. Skaczemy do wody, zanurzamy się i widzimy tętniącą życiem rafę, ławice ryb chowające się błazenki, oraz tu i ówdzie przepływające żółwie. Po ponad 60 minutowym nurkowaniu wychodzimy na łódkę, wszyscy milczą pierwsza zabiera głos Justyna: „Ale tu jest fajnie, chciałabym tu mieszkać i dziennie tak spędzać czas”, reszta grupy nurkowej podziela zdanie Justyny. Wszyscy wymieniają się spostrzeżeniami na temat odbytego nurkowania. A to jeszcze nie koniec, przed nami kolejne fascynujące nurkowania.
    Kolejne dni na Panglao przynoszą kolejne wrażenia, zabieram przyjaciół na wycieczkę po wyspie Bohol, w pierwszej kolejności płyniemy rzeką Loboc gdzie wczuwamy się w bohaterów filmu „Czas apokalipsy”, a której sceny między innymi kręcili na tej rzece, podziwiamy okolice i rozkoszujemy się naturalnym pięknem, kolejna niespodzianka to zjazd z dreszczykiem emocji kolejką amerykańską nad rzeką Loboc, wrażenia niesamowite, Grzegorz nasz filmowiec przełamuje swój strach przed wysokością jedzie, jest szczęśliwy sam nie może uwierzyć że pokonał swoje słabości, właśnie tu na Filipinach, wstaje i mówi: „Marek dziękuję że namówiłeś mnie na ten zjazd było super, jestem szczęśliwy nawet otwarłem oczy”. Jest cudownie wszyscy robią pamiątkowe zdjęcia i z niecierpliwością czekają na kolejne wrażenia których w programie mam sporo. Po drodze trafiamy do rezerwatu Tarsjuszy zaś chwilę później rozkoszujemy się pięknym widokiem jednego z cudów natury Czekoladowych Wzgórz. Późnym popołudniem wracamy do naszego resortu, wszyscy zmęczeni ale szczęśliwi, a to dopiero początek naszego pobytu na Filipinach.

 

Kolejne dni pobytu na Panglao owocują kolejnymi nurkowaniami tym razem w okolicach wyspy Pamilican. Pod wodą kolejne niesamowite nurkowania, zanurzam się i widzę podwodny raj dla nurków, potężne gorgonie, korale oraz wiele gatunków ryb, niesamowita flora i fauna. W przerwie dopływamy na wyspę na której jemy filipiński posiłek wszystko wśród mieszkańców wyspy. Niesamowite jacy Ci ludzie są gościnni, jak żyją i jak nas traktują.
    Kolejne dni przynoszą kolejne nurkowania. W przerwach między dniami nurkowymi zwiedzam wyspę zaprzyjaźniam się z lokalną ludnością oraz ich zwyczajami.

 



    Po kilkudniowym pobycie na Panglao nadszedł czas na kolejny cel wędrówki, wczesnym rankiem zabieram przygotowane przez filipińczyków kanapki dla naszej grupy, ładujemy się z bagażami na podstawione pickupy którymi jedziemy na łódkę którą po 3 godzinach płynięcia dopływamy do wyspy Cabilao. Stawiamy nogi na plaży w filipińskim resorcie La Estrella prowadzonym przez filipinkę o polskim nazwisku Zagórski. Jak później się okazuje Estrella Zagórski wyszła za mąż za mężczyznę pochodzenia niemieckiego który ma polskie korzenie stąd też to polskie nazwisko. Na wyspie jestem pierwszy raz cała grupa mocno zaskoczona panującym tu spokojem. Zwiedzamy wyspę, okazuje się że można ją obejść w kilka godzin więc idziemy i poznajemy lokalną ludność. Tubylcy bardzo zaskoczeni patrzą na nas ze zdumieniem, okazuje się że większość mieszkańców nigdy nie postawiła nogi poza wyspą. Żyją w jednym miejscu tu się urodzili, tu chodzili do szkoły tu żyją i to co najważniejsze tu są szczęśliwi.

 



    Drugiego dnia pobytu poznajemy filipińskiego Divmastera Herberta Alvina Go Lapid z którym nurkujemy a który pracuje w lokalnym Dive centrum, próbujemy go nauczyć kilku polskich zwrotów, ku naszemu zaskoczeniu Alvin dodaje komentarz pod moimi zdjęciami na facebooku „dobre nurkowania”. Cieszymy się.
    Sama wyspa Cabilao to ostoja spokoju idealne miejsce na wypoczynek i niezapomniane nurkowania. Przepiękne rafy trudno mi to opisać, trzeba samemu zobaczyć.

 

    Pobyt na Cabilao przynosi nam wiele wypoczynku, pobyt tam nie jest tak intensywny jak na Panglo jest inaczej ale wcale nie znaczy czy gorzej czy lepiej po prostu inaczej, tak jak napisałem wcześniej trzeba to zobaczyć trudno to opisać. W każdym razie polecam gorąco to miejsce.
    Mijają dni, nurkujemy, pora ruszyć dalej dalej tym razem przedostajemy się na wyspę Negros gdzie z miejscowości Malatapay łódką płyniemy na malutką wyspę Apo na której spędzamy ostatnie dni naszego pobytu na Filipinach.
Apo to malutka wyspa prowadzonym przez filipinkę Libertys Longe, właścicielka opowiada nam swoją historię o tym jak powstał resort na Apo i o tym jak musiała wybrać pomiędzy życiem w dostatku w Wielkiej Brytanii a budową resortu i życiem na Apo. Wybrała to drugie, nie żałuje ponieważ jest szczęśliwa ma swój raj na ziemi który na co dzień pokazuje turystom zza wielkiej wody.
    Dni na Apo upływają, nurkujemy w podwodnym raju przepiękne rafy, dużo żółwi, węży morskich ogrom życia. W wolnych chwilach zwiedzamy wioskę, odwiedzamy lokalną szkołę gdzie zostawiamy przywiezione z polski podarunki, lokalni mieszkańcy są bardzo zaskoczeni tym że grupa polaków odwiedziła szkolę i podarowała uczniom szkoły przybory szkolne. Życie tutaj toczy się leniwie, każdy nawet najmłodszy mieszkaniec wyspy ma swoje obowiązki które wykonuje z należytą starannością, życie tu toczy się w zwolnionym tempie nikt się nie śpieszy
    Czas płynie tracę rachubę jaki jest dzień, nie patrze która jest godzina, mam wyłączony telefon staram wpasować się w lokalne życie. Powoli odzyskuję świadomość , ogarnia mnie myśl że za kilka dni będę musiał wrócić do Polski do domu do pracy. Pomimo tego jestem szczęśliwy bo spędziłem 18 dni na Filipinach pokazałem garstce przyjaciół jak wygląd raj na krańcu świata gdzie życie toczy się swoim tempem, gdzie ludzie są szczęśliwi, pokazałem co mnie urzekło i pochłonęło może życie. Co teraz ? Myślę, nadszedł czas by znów zasiąść przy laptopie nad gogle maps z kartką papieru i zaplanować kolejny wyjazd w kolejne ciekawe miejsce gdzie zatrzymał się czas, gdzie ktoś znalazł swój raj na ziemi.

Tekst i zdjęcia: Marek Mencel